Na fali historii o kamerkach…

Na fali historii o kamerkach w hotelach i apartamentach przypomniała mi się własna sprzed paru miesięcy.
Otóż w wynajętym apartamencie w Poznaniu, w sypialni były dwie lampki nocne mocowane do ściany, przy czym nieco się różniły, bo na jednej była wisząca ozdoba. Raz wieczorem zacząłem się jej przyglądać i wyszło, że to taka mała kłódeczka ozdobna.

Sęk w tym, że kłódeczka miała z boku port microUSB ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Odpięcie nie było problemem, bo blokada tylko na sprężynkę (działa bez klucza). Kabla microUSB pod ręką nie miałem, a apartament zdać należało kluczami do skrzynki na listy, postanowiłem „magiczną kłódkę” zabrać ze sobą.

Kamerka okazała się być całkiem niezależna – ma własną pamięć i zasilanie na dość długi czas (nie testowałem), a nagrywanie zaczyna się automatycznie odsuwając zasłonę obiektywu. Diabelskie narzędzie 8×3 cm i naprawdę trudno zauważyć obiektyw.
Najbardziej chciałem się upewnić, że nikt nas nie nagrywał, ale zamiast strachu, najadłem się śmiechu i zażenowania.
W pamięci było kilka filmów, każdy kolejny lepszy, na szczęśćie żadnego z nami. Za to miałem okazję przejrzeć:
– zaloty zakochanej pary
– zaloty pana z pary z innym panem z Azji
– GOŁYCH CHŁOPÓW W SZATNI PO SIŁCE (kamerka przypięta do torby na rzeczy)

Także ten, z tym lataniem nago po męskich szatniach, to zalecam nieco umiaru ᶘᵒᴥᵒᶅ

#technologia #bezpieczenstwo #truestory

Powered by WPeMatico